473 mln dzieci doświadcza traumy wojennej. Czy twoje dziecko jest bezpieczne w szkole?
Ponad 473 miliony dzieci na świecie żyje w strefach konfliktów, a wiele z nich trafia do polskich szkół. Ich trauma odbija się na całej klasie i na nauczycielach, którzy muszą łączyć rolę pedagoga i terapeuty.
Ponad 473 miliony dzieci na świecie żyje w strefach konfliktów, a wiele z nich trafia do polskich szkół. Ich trauma odbija się na całej klasie i na nauczycielach, którzy muszą łączyć rolę pedagoga i terapeuty. Czy polskie placówki są gotowe na to wyzwanie?
Skala problemu – 473 miliony dzieci w kryzysie
Według danych przywołanych w artykule „The Well-Being Practices Helping Educators and Students in Wartime”, ponad 473 miliony dzieci żyje w strefach konfliktów lub ucieka z nich. Około 204 miliony ludzi na świecie zamieszkuje obszary kontrolowane przez grupy zbrojne. W 2025 roku liczba wewnętrznych przesiedleń wzrosła z 20 do 32 milionów. W Polsce, która przyjęła wielu uchodźców z Ukrainy, te liczby mają realne odbicie w salach lekcyjnych.

Wyzwania w polskich szkołach – historia Małgorzaty Lidackiej
Małgorzata Lidacka, nauczycielka z Krakowa, od trzech lat pracuje z ukraińskimi dziećmi w wieku 7-10 lat. Jak mówi: „Kiedy jesteś nauczycielem przedmiotu, nikt ci nie mówi, że będziesz musiał być coachem albo terapeutą. Możesz popełnić błąd, a to wpłynie na te dzieci. Czuję ciężar łączenia tych ról w jednej osobie.” Jej uczniowie zmagają się z gniewem, strachem i beznadzieją, co utrudnia skupienie się na nauce. Niektóre dzieci początkowo odmawiały nauki polskiego, myśląc, że powrót do domu nastąpi szybko. Mimo to Lidacka widzi ogromną determinację – wielu pierwszoklasistów płynnie mówi po polsku.
Jak pomagają małe praktyki uważności?
W odpowiedzi na te wyzwania nauczyciele sięgają po sprawdzone metody społeczno-emocjonalne (SEL). Przykładem są tzw. SEL Kernels – krótkie aktywności opracowane przez Harvard University i dostosowane do ukraińskich realiów. Jedną z nich jest ćwiczenie „róża, cierń, pączek”: uczeń nazywa coś pozytywnego (róża), wyzwanie (cierń) i coś, na co czeka (pączek). Inna technika to ćwiczenie uziemiające pięcioma zmysłami, które pomaga połączyć umysł z ciałem. Liudmyla Herasymenko, wykładowczyni z Ukrainy, mówi: „Nie wyobrażam sobie prowadzenia lekcji tak jak przed wojną. Teraz stawiam dobrostan uczniów ponad osiągnięcia akademickie.”
Wsparcie dla nauczycieli – wspólnota i samoopieka
Małgorzata Lidacka znalazła pomoc w Greater Good Educators Community of Practice, która łączy nauczycieli z całego świata. „Po tych trzech latach widzę wśród kolegów, że jesteśmy wyczerpani. Coraz częściej szukamy miejsc, gdzie można odreagować i porozmawiać o tym, jak trudno jest sobie radzić” – przyznaje. Praktyki takie jak uważne słuchanie i współczucie dla siebie pomagają nauczycielom zachować równowagę. Herasymenko dodaje: „Przed wojną nie zwracałam uwagi na swoje samopoczucie. Teraz wiem, że to ważna część pracy – myśleć o przerwach, o tym, jak się naładować.”
Co to oznacza dla ciebie i twojego dziecka?
Polskie szkoły mierzą się z wyzwaniami, które wykraczają poza program nauczania. Trauma wojenna dotyka nie tylko dzieci z Ukrainy, ale także ich kolegów i koleżanek – przez współodczuwanie i zmianę dynamiki w klasie. Dla rodziców oznacza to potrzebę większej uwagi na emocje dziecka i współpracy z nauczycielami. Proste praktyki, jak codzienne dzielenie się „różami i cierniami” czy chwila ciszy przed lekcją, mogą pomóc całej rodzinie. Warto pamiętać: małe gesty i regularność budują odporność psychiczną – nawet w najtrudniejszych czasach.


